jak to jest z tym Kapuscinskim?

Wszystko o podróżowaniu przez kontynent
Tytus Atomicus
Posty: 276
Rejestracja: 05 mar 2008, 05:36

jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: Tytus Atomicus » 04 cze 2009, 00:10

Witam,
Kapuscinskiego traktowalem kiedys jakos wyrocznie. Nieco pozniej doszly do mnie glosy ze czasem mijal sie z prawda, ze koloryzowal.
A teraz znowu to:
http://www.richardwebster.net/johnryle.html (podaje za usenetem)
No bo jesli ktos, kto pol wieku spedzil w Afryce, az tak sie myli, to... kogo czytac?
Ja rozumiem - literatura, licencia poetica. Ale myslalem, ze Kapuscinski to ktos inny, niz taki Sienkiewicz ze swoim 'W pustyni i w puszczy', skadinad swietna ksiazka o Afryce, jesli zna sie tlo historyczne i uwzgledni fakt, ze to powiesc wlasnie, a i Sienkiewicz podroznikiem nie byl.
Usprawiedliwianie Kapuscinskiego, ze on przeciez nie pisal o konkretnej Afryce, tylko swiat tlumaczyl, jest niepowazne.
Jakbym chcial jakies moralitety czytac, to bym wzial sie za Monteskiusza, Woltera czy bajki Krasickiego.
:-(
TA

pancacy
Posty: 6
Rejestracja: 25 mar 2009, 01:53

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: pancacy » 22 cze 2009, 13:40

Z tego co wyczytałem, to dużo zarzutów wynika z tłumaczenia. Równie dużo z konfrontowania tego, co zapamiętał Kapuściński z czasów swojego pobytu w Afryce dziesiątki lat temu, z tym, co wiedział John Ryle na początku XXI wieku. Ryle na pewno miał więcej możliwości sprawdzania, dociekania, ustalania i precyzowania szczegółów, niż Kapuściński w dobie szwankującego teleksu. Kapuściński siłą rzeczy musiał także bardziej ufać rozmówcom, bo możliwości sprawdzenia każdego elementu ich opowiadania, była zdecydowanie umiarkowana. Ryle nie zarzuca Kapuścińskiemu totalnego zmyślania, ale wykazuje nieścisłości.

Jak dla mnie Kapuścińskiego można czytać jak wyrocznię, kogoś, kto Afrykę tłumaczy, ale z "Hebanu" czy "Cesarza" historii bym się nie uczył. Raczej traktowałbym jako przygotowanie, zachętę do sięgnięcia po podręcznik.

Przy okazji polecam "Afrykańską Odyseję" Klausa Brinkbaumera. Jak dla mnie rewelacja, ale pewnie za czas jakiś znajdzie się akademik pokroju Ryle'a i stwierdzi, że Brinkbaumer przesadza w opisie Tamanrasset.

mic
Posty: 54
Rejestracja: 13 lut 2007, 07:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: mic » 02 lip 2009, 00:44

Nie nazwałbym tego koloryzowaniem. Jasne, że w tych jego reportażach jest wiele błędów i uproszczeń. Trzeba jednak pamiętać, że Cesarz nie jest właściwie książką o Etiopii ani o Haile Sellasie, ale o sprawowaniu władzy, Szachinszach nie jest o Iranie, ale o rewolucji. Ryle zarzuca Kapuścińskiemu, że pisze o Haile Sellassie jako o człowieku nieczytającym, podczas gdy był oczytany. Prawdziwa władza jest właśnie niepiśmienna i prawdziwi władcy chyba zawsze sprawowali władzę mówiąc i słuchając, niz pisząc i czytając. U Kapuścińskiego jest wiele takich odkryć (może uwag jedynie, jeśli nie są tak naprawdę jego). Jest to chyba ciekawsze niż wyliczanie, co on tam czytał.

Zapewne wiele cytatów jest zniekształconych (a jestem prawie pewien, że i wymyślonych). Wcale mi to nie przeszkadza. To jest trochę tak jak z fotografią. Potrafiłbym bez trudu zrobić 10 zdjęć Warszawy, które byłyby całkowitym fałszowaniem jej obrazu (na + czy na -), ale też 10 pozowanych, czy nawet retuszowanych, które przedstawiałyby ją jeśli nie prawdziwie, to przynajmniej szczerze.

Wolałbym przeczytać Cesarza jeszcze raz niż zaprotokołowane wypowiedzi wszystkich występujących tam ludzi i sprawdzać poprawność cytatów.

mk
Posty: 132
Rejestracja: 10 paź 2006, 11:11
Lokalizacja: Warszawa

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: mk » 02 lip 2009, 08:49

W zasadzie zgadzam się z mic-em, jest jednak przysłowie o łyżce dziegciu, która zepsuje beczkę miodu.
Osobiście uwielbiam Kapuścińskiego, za styl, za umiejętność dostrzegania detali, ale cholera mnie bierze, gdy dochodzę na przykład do akapitu, w którym pisze, że w Afryce nie ma żadnych księgarni, bo kłóci się to z moim doświadczeniem i za jednym zamachem podważa zaufanie do autora.
pozdrawiam,

Maciek

mic
Posty: 54
Rejestracja: 13 lut 2007, 07:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: mic » 02 lip 2009, 18:20

No juz nie przesadzajmy. Przecież jak się mówi, że kolejka ciągnie sie kilometrami, to nie znaczy, ze ma co najmniej 2 km, jeśli się mówi, ze wszyscy zgłupieli, to nie znaczy, że nie ma, ani jednego normalnego. Trudno oczekiwać, że Kapuściński naprawdę uważał, że w Afryce dosłownie nie ma ani jednego sklepu z książkami... Ale prawdą jest, że kultura Afrykańska nie opiera się na piśmie i prawdziwa władza nie opiera się na piśmie. Obie te uwagi moze nie jakoś strasznie odkrywcze są chyba dość ciekawe. W pewnym sensie w Afryce (może poza Etiopią) naprawdę nie ma książek...

Mokwin
Posty: 89
Rejestracja: 14 lip 2009, 09:46
Jesteś robotem?: Nie

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: Mokwin » 14 lip 2009, 11:27

To jest bardzo dobry, obiektywny tekst.
Problem w tym, że Kapuścińskiego otaczają wielkie emocje, i przez ten kokon nie można się przebić. Kapuściński ładnie pisze, i tak to odbieramy dziś, tym łatwiej, że duża część tego świata już nie istnieje (tj. np. tego w Cesarzu). Natomiast zapomina się o tym, kim był Kapuściński, gdy Cesarza pisał. Był młody :D bez kasy i - czy chcecie, czy nie- pisał na zamówienie. Wystarczy poczytać inne polskie książki z tego okresu, np. o Tybecie. Różnica jest taka, że Kapuściński zrobił coś więcej niż agitkę, bezdyskusyjnie zrobił literaturę.

Facet obiektywnie napisał, że Wielki R.K. miał słabości i popełniał błędy warsztatowe, czyli po prostu był nierzetelny, i stronniczy. Tajemnicą Jego (i pewnej silnie promującej go gazety) jest, dlaczego nie był w stanie spojrzeć wstecz, i paru krzywdzących te czy inne osoby rzeczy wyjaśnić. Bo trzeba pamiętać, że ta literatura ma przecież pretensje do bycia reportażem, czyli zapisem prawdy, i taki właśnie pogląd przekazuje światu, który nigdy żywego Etiopczyka na oczy nie widział. Tutaj na usta ciśnie się mocne słowo... ale dajmy spokój.

Kapuściński nigdy nie uznał za stosowne tłumaczyć się ze swojej przeszłości i zrywał kontakty z tymi, którzy chcieli coś z niej rozjaśnić. A przecież pewne sprawy są oczywiste. Mniejsza o jakieś pseudoraporty wywiadowcze - tysiące ludzi miało takie rozmowy a nawet coś pisało. Ale postawmy się na Jego miejscu. Młody (przynajmniej na początku) dziennikarz z komunistycznego kraju. Kasy nie ma, nigdzie się łatwo nie przebije więc - jaki jest ten świat, w którym się porusza? Z kim się zadaje, z kim pije piwo i kto mu objaśnia rzeczywistość ? We wszystkich tych krajach były jakieś lewackie ruchy mniej lub bardziej na pasku Wielkiego Brata. To nie fikcja, to była rzeczywistość. Jakaś odchyłka musiała powstać. Problem w tym, co było potem. No i teraz mamy takie obrazoburcze teksty.

Na marginesie nie zgodzę się, że człowiek z renomą światowej klasy reportażysty może pisać, że np. nie ma księgarń w całym mieście, kraju co więcej. To jest nadużycie, brak odpowiedzialności i ...
Osobiście uważam, że Wielki Literat w swych ostatnich książkach czuł się zbyt pewnie, i nie liczył się z tym, że ludzie zaczynają oglądać ten kiedyś zarezerwowany tylko dla wybranych świat. Dobrym przykładem jest "Heban".

mic
Posty: 54
Rejestracja: 13 lut 2007, 07:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: mic » 14 lip 2009, 11:55

"duża część tego świata już nie istnieje (tj. np. tego w Cesarzu)"
Istnieje. Książka jest o sprawowaniu władzy i władzę na świecie nadal się sprawuje.

W zasadzie nie interesuje mnie ani to co autor chciał powiedzieć, ani czy bił żonę. Przeczytałem chyba niemal wszystko co Kapuściński napisał (może poza Lapidariami, ale i wierszyki w Sztandarze Młodych o tych domach rosnących w Warszawie szybciej od żyta). Interesuje mnie to co tam jest napisane i napisane są tam rzeczy, które mnie interesują. Gdybym chciał znać historię Etiopii, to czytałbym Mantel-Niećko, jeśli jakieś sprawy językoznawcze, to Piłaszewicza, a jeśli chcę się dowiedzieć czegoś o władzy i rewolucji, to Kapuścińskiego.

mk
Posty: 132
Rejestracja: 10 paź 2006, 11:11
Lokalizacja: Warszawa

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: mk » 14 lip 2009, 19:16

Mic, ale przecież krytyka Johna Ryle dotyczy właśnie warstwy faktograficznej książek Kapuścińskiego.

it is clearly important for the descendants of Haile Selassie and the members of his court, and for those trying to write the recent history of Ethiopia, to know whether or not the unique testimonies that Kapuściński appears to have obtained with such resourcefulness are genuine.
[...]
SUCH CRITICISMS DO NOT rob Kapuściński’s writing of its bright allure, its illuminating moments, its often lively sympathy for the people of the countries he writes about, but they warn us not to take it seriously as a guide to reality.


Ty czytasz te książki jako rozważania na tematy uniwersalne, ale one sprzedawane są jako reportaż, i w taki sposób odbiera je większość czytelników.

In answer to such criticisms it has been argued that The Emperor is not meant to be about Ethiopia at all, that it is an allegory of Communist power in Poland, or of autocratic regimes in general.
[...]
Consider the hypothetical case of an author publishing a book of scandalous revelations about the last years of the Gierek regime in communist Poland, using dubious information obtained in obscure circumstances from anonymous and untraceable members of the Polish Internal Security Police. It would not be considered a reasonable defence of such a book to say that it did not matter whether it was true or not because it was really intended, not as a book about Poland, but as an allegorical account of events in imperial Ethiopia.


Cytuję w oryginale, bo doszły mnie słuchy, że angielski znasz dość dobrze ...

A do Mokwina:
Zgadzam się całkowicie. Kapuściński był utrzymywany przez komunistyczną redakcję i musiał przysyłać takie teksty, jakich od niego oczekiwano. Tak samo musiał składać po powrocie raporty UB czy tez wywiadowi. Było to wliczone w jego wybory, tak samo jak te tasiemce na które narzeka we wspomnieniach. Tyle, że o tasiemcach wspomina, a o UB, komuniźmie i jego wpływie na swoje relacje - już nie. Mnie strasznie interesuje, czy ci rewolucjoniści w Angoli naprawdę byli tak uczciwi, że nie ruszyli żadnych samochodów pozostawionych przez kolonów, jak to jest opisane w "Jeszcze dzień życia", i uważam, że on mógł takie rzeczy wyjaśnić, ale tego nie zrobił. I to mi też przeszkadza.
pozdrawiam,

Maciek

mic
Posty: 54
Rejestracja: 13 lut 2007, 07:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: mic » 14 lip 2009, 20:49

Kapuścińskiego spotkałem raz w życiu i to w sytuacji publicznej. Parę zdawkowych słów i uścisk ręki. Sam mam 44 lata i siedziałem jedynie 2 dni od 13 do 15 grudnia 1988 roku, gdy już wiadomo było, że komuna się wali i na żaden Sybir nikt mnie nie wywiezie ani nie rozstrzela. Nie wiem co on tam musiał raportować temu UB czy wywiadowi, ale ta komunistyczna Polska była jedyną Polską jaka wtedy istniała i jeśli chcialo się coś ciekawego robić, trzeba było czymś płacić. Zresztą nadal tak jest, wszelkie te niby niezależne organizacje też muszą się komuś podlizywać i czasem robią to w bardziej obrzydliwy sposób niż klasyczne sługusy komuny. Przyjazdy tych jazzmanów amerykańskich do Polski w latach sześćdziesiatych były finansowane przez Departament Stanu i były częścią polityki zmiękczania tzw. reżimu. Wiedza o tym jest może przykra, ale taki już jest ten świat.

Wcale nie mówię, że ten tekst Ryle'a jest czymś złym, czy nie fair. Jest ciekawy, ale warto z nim polemizować...

mic
Posty: 54
Rejestracja: 13 lut 2007, 07:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: mic » 14 lip 2009, 23:55

Z powodu Mungo Parka poznałem Mirosława Ikonowicza, ojca tego wariata Piotra i Gesslerowej. On znał osobiście Che Guevarę. Nawet jeśli w tych opowieściach są jakieś kombinacje, to jednak przyjemnie jest spotykać tego rodzaju ludzi. Przyjemnie jest znać ludzi, którzy widzieli na własne oczy rewolucję gożdzików w Portugalii. Sam znałem ludzi dla których promienie Roentgena były czymś niezwykłym i prześwietlenie klucza pod melonikiem robiło wrażenie. Bywałem przy takich rozmowach (Brzeziński - pilot i inzynier budowlany w Wenezueli, umarł niedawno, Jan Gorecki - 95 lat, architekt też z Caracas):
- Janek, jak spierdalałem w 1946 roku z Czechosłowacji przez rzekę...
- Eeee tam to twoje spierdalanie. Jak ja spierdalałem na saniach w 1920 przed bolszewikami...

Gorecki spytał mnie czy byłem w Afryce:
- Byłem w Środkowej Afryce.
- A ja byłem w Sudanie w 1936, popłynąłem Nilem, pierwszy raz wyjechałem za granicę, pamiętam Bejrut, Paryż przy nim to była wieś...

W 1988 pojechałem pierwszy raz do Berlina i opowiedziałem o tym swojej ciotce:
- Ten mur jest paskudny jednak.
- Tam nie ma żadnego muru.
- A kiedy ciocia ostatnio była w Berlinie.
- W 1937 i nie było tam zadnego muru.

Lubię tego rodzaju sprawy...

mic
Posty: 54
Rejestracja: 13 lut 2007, 07:55
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: mic » 14 lip 2009, 23:56

Z powodu Mungo Parka poznałem Mirosława Ikonowicza, ojca tego wariata Piotra i Gesslerowej. On znał osobiście Che Guevarę. Nawet jeśli w tych opowieściach są jakieś kombinacje, to jednak przyjemnie jest spotykać tego rodzaju ludzi. Przyjemnie jest znać ludzi, którzy widzieli na własne oczy rewolucję gożdzików w Portugalii. Sam znałem ludzi dla których promienie Roentgena były czymś niezwykłym i prześwietlenie klucza pod melonikiem robiło wrażenie. Bywałem przy takich rozmowach (Brzeziński - pilot i inzynier budowlany w Wenezueli, umarł niedawno, Jan Gorecki - 95 lat, architekt też z Caracas):
- Janek, jak spierdalałem w 1946 roku z Czechosłowacji przez rzekę...
- Eeee tam to twoje spierdalanie. Jak ja spierdalałem na saniach w 1920 przed bolszewikami...

Gorecki spytał mnie czy byłem w Afryce:
- Byłem w Środkowej Afryce.
- A ja byłem w Sudanie w 1936, popłynąłem Nilem, pierwszy raz wyjechałem za granicę, pamiętam Bejrut, Paryż przy nim to była wieś...

W 1988 pojechałem pierwszy raz do Berlina i opowiedziałem o tym swojej ciotce:
- Ten mur jest paskudny jednak.
- Tam nie ma żadnego muru.
- A kiedy ciocia ostatnio była w Berlinie.
- W 1937 i nie było tam zadnego muru.

Lubię tego rodzaju sprawy...

Mokwin
Posty: 89
Rejestracja: 14 lip 2009, 09:46
Jesteś robotem?: Nie

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: Mokwin » 16 lip 2009, 10:02

Mic, poprostu jesteś facet-skarboka, powieść szufladkowa, co wyciągniesz, to możnaby ciągnąć w nieskończoność :D
Caracas, temat-rzeka, smak bogactwa i pieczonej kapibary, zapach niemieckiej kawy, piękny kraj, teraz psuje się przez ten głupi nacjonalizm. Anegdoty piękne choć, bardziej do pretekstu rozmowy wracając, bez kontekstu byłyby niczym. Ten rentgen to dobry przykład - w naprawdę ekskluzywnych sklepach były niegdyś aparaty do prześwietlania butów. Można było sprawdzić, czy stopa dobrze leży. Takie czasy... Ameryka to bogaty kraj...
Zmieniając temat - mój rejon to był komisariat na Wilczej. Było raczej wesoło, ale znam np. osoby, które nie mogły dostać pracy w lekkich już podobno, latach 80-tych.
Pozdrawiam

kml
Posty: 5
Rejestracja: 19 mar 2007, 19:24

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: kml » 19 lip 2009, 19:53

dla mnie Kapuściński kolorozywał. i to zdrowo. zrozumiałem, że to w końcu literartura a nie zapiski z podróży. zawsze byl argument, ze tych czasow juz nie ma, ze ta Afryka lat 60. przeminela, ze wtedy bylo inaczej. dopiero zobaczlem Erytreę opisana przez RK na kilka lat wczesniej niz ja tam bylem. i sie nie zgadzalo ... ale wielkie dzieki za to, bo gdybym nie czytal u Kapuscinskiego o Asmarze to nigdy bym tam nie pojechal. A poza tym najmocniejsza strona Kapuscinskiego bylo objasnianie z afrykanskiego na nasze. i moze dlatego czasem dokonywal uproszczen czy przesadnych stwierdzen
http://www.rtw.pl - kawałek zakręconego świata

Tytus Atomicus
Posty: 276
Rejestracja: 05 mar 2008, 05:36

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: Tytus Atomicus » 19 sty 2012, 18:35

Witam,
Odgrzebuję ten stary wątek, bo mam coś a propos.
http://www.netkultura.pl/10669/wlodzimi ... ragment-1/
Nudy straszne, imho, ale tam w pewnym miejscu autor, W. Barchacz zamieszcza wzmiankę o Kapuścińskim.

Zbulwersowało mnie to o tyle, że po pierwsze to mocno wyświechtana informacja.
Nie wiem, kto to pierwszy napisał, sam Kapuściński czy jakiś jego wydawca, ale wystarczy wpisać w google Kapuściński+27+rewolucji+rozstrzelany to wyskakują tysiące takich tekstów. Więc w tym sensie zostało to skadś przepisane/powielone.
Po drugie, wiarygodność tej informacji o Kapuścińskim została już wiele razy podważana.
Zamieściłem więc (jako ems) stosowną uwagę wyrażającą moją dezaprobatę.

Oczywiście znalazł zaraz się jakiś gorliwy obrońca Barchacza i Kapuścińskiego.

Niestety, kiedy wysłałem obszerną i merytoryczną odpowiedź, to ten komentarz redakcja zablokowała, insynuując że jest agresywny, ad personam i rani uczucia czytelników portalu.
TA

Tytus Atomicus
Posty: 276
Rejestracja: 05 mar 2008, 05:36

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: Tytus Atomicus » 19 sty 2012, 19:42

A tutaj wklejam rzeczony post, żeby każdy mógł ocenić na ile łamie on zasady netykiety:

"Drogi kolego anonimie (przyganiał kocioł garnkowi, tak to było?)!

Dowcip?
Fragment tekstu do którego sie odniosłem, jest po prostu mocno wyświechtany.
Można go przeczytać w takiej i podobnych wersjach w setkach recenzji
książek Kapuścińskiego. Więc nawet trudno mówić o plagiacie.

Co więcej, takie stawanie na baczność przed Mistrzem było wielokrotnie
kwestionowane. O wątpliwościach nt tego właśnie fragmentu pierwszy raz
przeczytałem coś podobnego 15 lat lat temu u Kydryńskiego, w 'Chwila
przed zmierzchem'.

A wątpliwości nt rzetelności Kapuścińskiego jako takiego, to nie tylko
Domosławski, i nie od roku, tylko od lat conajmniej dziesięciu
(polecam choćby artykuł Johna Ryle -
http://www.richardwebster.net/johnryle.html ), choć właśnie za sprawą
Domosławskiego trafiło to do masowego czytelnika.
Polskiego masowego czytelnika.
A skoro już trafiło, to tym bardziej pan Barchacz nie powinien powtarzać
po innych takich niesprawdzonych historyjek.
Ale to już całkiem inna historia.

Ja pisałem tylko o fragmencie książki pana Barchacza, który brzmi jak
przepisany z czołobitnej notki napisanej przez jakiegoś redakcyjnego
specjalisty od marketingu i umieszczonej na okładce dowolnej książki
Cesarza Reportażu.

A tobie, kolego Yarre, radzę jednak bardziej dogłębnie zapoznać się z
tematem, w którym już zabrałeś głos."
TA

mk
Posty: 132
Rejestracja: 10 paź 2006, 11:11
Lokalizacja: Warszawa

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: mk » 26 sty 2012, 11:49

miałeś rację
tylko czy warto prowadzić taką krucjatę ... ?
pozdrawiam,

Maciek

Tytus Atomicus
Posty: 276
Rejestracja: 05 mar 2008, 05:36

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: Tytus Atomicus » 29 sty 2012, 13:59

mk pisze:miałeś rację
tylko czy warto prowadzić taką krucjatę ... ?
Krucjatę? Nie nazywałbym tego tak (chyba, że traktujesz to jako część wiekszej kampanii :-). Ale tak - warto.
TA

pisii35
Posty: 15
Rejestracja: 17 sty 2012, 19:00
Jesteś robotem?: Nie

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: pisii35 » 07 lut 2012, 21:36

to pytanie tylko skąd ta popularność Kapuścińskiego?

Tytus Atomicus
Posty: 276
Rejestracja: 05 mar 2008, 05:36

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: Tytus Atomicus » 19 lut 2012, 08:35

pisii35 pisze:to pytanie tylko skąd ta popularność Kapuścińskiego?
A to już zupełnie inna sprawa, drogi pisii. Przecież nikt nie neguje, Kapuściński był wybitnym pisarzem. Tylko że powiedziałbym nawet, że popularność zdobywają nie tylko wybitni.
Ostatnio zmieniony 20 lut 2012, 05:02 przez Tytus Atomicus, łącznie zmieniany 1 raz.
TA

Tytus Atomicus
Posty: 276
Rejestracja: 05 mar 2008, 05:36

Re: jak to jest z tym Kapuscinskim?

Post autor: Tytus Atomicus » 19 lut 2012, 08:46

Zajrzałem ostatnio na tę netkulturową stronę. Jak widzę, redakcyjny cenzor o wiele mówiącej ksywce Z-M-P skomentował wydarzenie następująco:

"Czytelnikami Netkultura stoi. Śmiem twierdzić, że to właśnie Państwa krytycyzm, którego nie chciał dostrzec Pan Ems, w głównej mierze motywuje nas do działania. Niemniej, chciałbym zaproponować, abyśmy już do rewelacji pana Emsa nie powracali. Jest to prośba skierowana tak do Pani, jak i do wszystkich naszych Czytelników.

Dajmy już temu pokój. Pan Ems doskonale sobie radzi rozlewając swe żale gdzie indziej, a dzieło p. Barchacza zasługuje w końcu na więcej, niźli oczywistej przecież treści dysputy o netykiecie:)"

Jest to chyba świadomy lub nie pastisz PRLowej nowomowy. Jakbym oglądał Piszczyka albo Bareję. Albo Rejs.
Apel zresztą dość idotyczny, bo przecież posty niezgodne z ich linią programową dzięki panu Z-M-P i tak nie oglądają tam światła dziennego.
No, bo chodzi o to, żeby żadnej krytyki nie było. Tylko aplauz i zaakceptowanie.
Ostatnio zmieniony 20 lut 2012, 05:33 przez Tytus Atomicus, łącznie zmieniany 1 raz.
TA

ODPOWIEDZ