Yaho de VilleYaho de Ville AfrykaWyprawy AparatZdjęcia ListNewsy KsiążkaKsiążki CDMuzyka PlecakPlecak komarMalaria ForumForum iLinki SamolotTorebki AutorKontakt
Szukaj
Książek: 230
<<< strona 1 z 46 >>>

Polska antropologia w Afryce

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Dzierżykray-Rogalski Tadeusz
Strony: 143
Język: polski
Okładka

Wydana nakładem zaledwie dwóch i pół tysiąca egzemplarzy książka zawiera osiągnięcia polskich badaczy w Afryce. Zebrane w jednym miejscu informacje tworzą akademickie kompendium - suche i zwięzłe w treści, przepełnione informacją, ale trudne w odbiorze jak nazwisko autora. Gdyby jednak ktoś potrzebował mieć pod ręka zbiór tego typu informacji to będzie to strzał w dziesiątkę.
W wydanej w 1981 roku książce Dzierżykray-Rogalski przypomina chronologię polskich wypraw, które miały coś wspólnego z antropologią. Zestawienie otwiera wyprawa Jana Czekanowskiego z lat 1907-1909, w której przemierzył dorzecze Ituri (obecnie na terenie północno-wschodniej Demokratycznej Republiki Konga), zamyka Edward Loth z wyprawą w góry Ruwenzori (również Demokratyczna Republika Konga) zakończonej w roku 1939. Powyższe rozdziały to dopiero jednak połowa książki, z wyraźnym podziałem na historię i czasy autorowi współczesne. Trzeba też dodać, że Dzierżykray-Rogalski był autorem wielu samodzielnych wypraw antropologicznych i trudno się oprzeć wrażeniu, że drugą część książki w znacznej mierze poświęca sobie samemu (nie umniejszając rzeczywistej wartości jego dokonań). Przedstawia w niej dokonania polskich archeologów w Egipcie i Sudanie do roku 1980.


Historia poznania Afryki

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Gornung, Lipiec, Olejnikow
Strony: 634
Język: polski
Okładka

Opisana w tej książce historia jest europejskim spojrzeniem na Afrykę, chronologią odkrywania tego kontynentu dla oczu Europejczyka, bo przecież wszystko wskazuje na to, że ojczyzną Homo sapiens jest Afryka i to właśnie z perspektywy Afryki odkrywał świat migrując między innymi na północ. Przyjęło się jednak, że Afryka była odkryta „na nowo”.

Przyjmując powyższą cezurę, u zarania współczesnej cywilizacji Afryka stanowiła białą plamę na mapie. Nikt nie wiedział czy da się ją opłynąć dookoła, a tym bardziej, co skrywa jej interior. W „Historii poznania Afryki” autorzy opisują kolejne odkrycia geograficzne, mniej więcej od wieku XV naszej ery do początków ubiegłego stulecia, gdy już chyba nic nie pozostało do odkrycia. Jak się okazuje odkrywcy głównie rozwiązywali zagadki związane z lokalizacją dorzeczy i wododziałów, być może przygotowując kontynent na kolonialne rozbiory. Podążając na przykład z Chartumu na zachód bardziej interesowali się gdzie się kończy dorzecze Nilu a gdzie zaczyna Konga, mniej zaś grupami etnicznymi zamieszkującymi te tereny.

Sięgając po książkę radzieckich autorów można zakładać obowiązkową porcję propagandy. W tym przypadku tak nie jest. Owszem, rola Rosji i Związku Radzieckiego w odkrywaniu Afryki nie umknęła uwadze autorów, były to jednak epizody o marginalnym znaczeniu, które w sprawiedliwy sposób równie śladowo znalazły swoje miejsce w tej książce.

Cała ta historia została opisana w dość suchej formie, w sposób bardziej naukowy, niż popularnonaukowy, bez specjalnego pomysłu na uprzyjemnienie lektury. Kolejne karty książki wypełniają trochę nudne rozdziały poświęcone osiągnięciom poszczególnych odkrywców. Szkoda, że nie udało się z tych informacji skleić dzieła porównywalnego do „The Scramble for Africa” - klasyki gatunku, w którym Thomasowi Pakenhamowi udało się połączyć fakty z wciągającą formą. Tego typu książki zaczęły być chyba popularne dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych, podczas gdy „Historia poznania Afryki” została wydana dwadzieścia lat wcześniej (w roku 1973).


Zapach Afryki

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Pniewska, Szczechowicz, Tryc
Strony: 213
Język: polski
Okładka

Koniec lat dziewięćdziesiątych był okresem, w którym rozpoczynałem swoją przygodę z podróżowaniem. Był to czas pierwszych inspiracji i niezwykle silnych doświadczeń egzotyki. Czytając „Zapach Afryki” miałem wrażenie, że czas się cofnął i znowu lecę pierwszy raz do Afryki.
"Zapach Afryki" jest kolażem wrażeń, zdjęć, opisów sytuacji i informacji praktycznych zebranych podczas podróży trójki dziewczyn, studentek, pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Autorki opisują w nich Egipt, Maroko, Namibię, Botswanę, Zimbabwe, Tanzanię i Malawi. Zbiór ten nie sięga wyżyn literatury - opisy bywają zdawkowe, z dzisiejszego punktu widzenia czasami przeterminowane a niekiedy wręcz błędne. Ciekawostką jest lista rzeczy, które przydadzą się w podróży, na której wśród rzeczy, które warto zapakować do plecaka znalazł się parasol i metalowa krata na ognisko.
Mimo swych wad książka dobrze oddaje klimat podróży z tamtych lat - tytułowy „zapach”, który jednym może się podobać a inni przejdą obok niego obojętnie. Będzie to oczywiście odbiór bardzo subiektywny, w moim przypadku wynikający z opisanych wcześniej zbieżności z osobistymi doświadczeniami. Oddzielając tą warstwę oceny odbiór tej książki może nie wypaść dobrze.


Kochana Maryś! Tom II

(Demokratyczna Republika Kongo, Rwanda, Burundi, Zambia, Zimbabwe, Republika Południowej Afryki)
Ranking: **
Autor: Nowak Kazimierz
Strony: 490
Język: polski
Okładka

W kolejnym tomie listów Nowaka z Afryki poznajemy dalszą część korespondencji wysyłanej przez podróżnika-rowerzystę do pozostawionej w Polsce żony, Marii. Tym razem są to listy z etapów podróży od Konga Belgijskiego do Republiki Południowej Afryki (wtedy Związek Południowej Afryki). Ci, którzy po przeczytaniu wcześniejszego tomu byli zadowoleni nie zawiodą się i tym razem. Malkontenci, do których w tym przypadku się zaliczam, będą marudzić.

Książka jest bezpośrednią kontynuacją wcześniejszych listów z Afryki. Tak, jak poprzednio, bardzo mało w nich można znaleźć informacji reporterskich (Nowak wysyłał odrębną korespondencję do redakcji wydawnictw, w której zamieszczał obszerniejsze sprawozdania ze swoich obserwacji). Zebrane w książce listy z precyzją metronomu powtarzają przywitania, pozdrowienia i prośby, pomiędzy którymi czasami pojawiają się bardzo subiektywne treści związane z podróżą.

Tom drugi odkrywa coraz bardziej zarysowującą się sprzeczność natury autora - z jednej strony jest mu źle, brakuje środków do życia, wspomina o powrocie do rodziny z Kapsztadu. Jednocześnie Nowak planuje dalszą podróż - rezygnuje z bezpośredniego powrotu decydując się na podróż powrotną lądem (i to wcale nie najkrótszą drogą). Niewątpliwie Nowak jest bohaterem, ale nie do końca uczciwym. No, ale któż z nas jest idealny?


Stanley

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Bidwell George
Strony: 229
Język: polski
Okładka

Stanley obok Livingstona jest chyba jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci związanych z eksploracją i odkrywaniem Afryki dla oczu Europejczyków. Obydwu panów George Bidwell uhonorował poświęcając im książki. Z wydaną wcześniej książką o Dawidzie Livingstonie miałem do czynienia kilka miesięcy wcześniej, po kolejną sięgnąłem z lekkim uprzedzeniem.
Wspomniana wcześniejsza książka tego samego autora nie przypadła mi do gustu. Livingstone został w niej przedstawiony niczym chodzący pomnik, podobnego ujęcia spodziewałem się więc w „Stanleyu”. Autor rzeczywiście pokazuje Stanleya w podobnym ujęciu, jednak ogólne wrażenia po lekturze są lepsze. W obu książkach Bidwell zastosował taką samą ilość „wybielacza” - aplikując go na Stanleyu, który słynął z bezwzględności i siłowych rozwiązań, autor utworzył wiarygodną postać, podczas gdy w przypadku Livingstona wyszedł mu święty.
„Stanley” jest fabularyzowaną powieścią biograficzną, przetworzonym ekstraktem innych źródeł, w którym fakty z życia bohatera uzupełniają opisy wybranych wypraw i przygód. Formuła ciekawa, ale w tym wykonaniu nieco mdła (posmak wspomnianego wcześniej wybielacza).
Najwięcej miejsca w książce poświęcone jest słynnej wyprawie Stanleya na poszukiwanie zaginionego Davida Livingstona (Doctor Livingstone, I presume?). Kolejnym wyprawom do Afryki wyraźnie brakuje już głębi a ostatnia z nich, na ratunek Eminowi Paszy, została wyartykułowana półgębkiem.
George Bidwell poczynił tą książka malutki krok do przodu, zbyt moim zdaniem mały, by przebić się przez granicę przeciętności.


^^^
<<< strona 1 z 46 >>>