Yaho de VilleYaho de Ville AfrykaWyprawy AparatZdjęcia ListNewsy KsiążkaKsiążki CDMuzyka PlecakPlecak komarMalaria iLinki SamolotTorebki AutorKontakt
Szukaj
Książek: 266
<<< strona 1 z 54 >>>

Przez Afrykę Środkową

(Angola, Republika Środkowoafrykańska, Czad)
Ranking: **
Autor: Olszewski Wiesław
Język: polski
Okładka

W kolejnej podróży Wiesław Olszewski zabiera nas w teren „nieznany, nieopisany i tajemniczy”. Gdzież to może być? Ano w Angoli, Republice Środkowoafrykańskiej i Czadzie. Autor opisuje podróż do tych krajów, którą odbył w roku 2011. Nie będzie to jednak teren nieznany, trasa podróży wiodła bowiem przez dobrze znane miejsca, stosunkowo często odwiedzane przez turystów. Luanda i okolice Lubango w Angoli, Bangi i Dzanga-Sangha w Republice Środkowoafrykańskiej oraz Ndżamena i Jezioro Czad w Czadzie. Być może okrojony program wynikł z podnoszonych przez Olszewskiego „kłopotów w przemieszczaniu się” (str. 74), bo... „dworce autobusowe są na peryferiach miast”. Dość jednak uszczypliwości, zabierzmy się za treść książki.
„Przez Afrykę Środkową” ma formę dziennika podróży, trochę przeredagowanego i wzbogaconego informacjami z innych źródeł, ale jednak dziennika. Efekt ciąży nieco w stronę kiermaszu ciekawostek i osobliwości, co w połączeniu z czerstwym jak na mój gust żartem wypracowuje książce miejsce na półce niedalekiej tabloidom. Dowodem tej tezy niech będą opisywane przygody z poszukiwaniem „kibelka” i dywagacje na temat długości członka.
Alergicy na uogólnienia typu: w całej Afryce jak tak, czy siak; powinni zastanowić się, czy sięgnąć po tą książkę, gdyż jest ich w niej dużo. Wśród objawień autora jest między innymi takie (str. 105): (W Afryce) „dziećmi w ogóle nikt się nie przejmuje, bo i tak poumierają najszybciej, a nowych zawsze można się dorobić.”.
Nie polecam tej książki, jako źródła wiedzy o Afryce, a raczej jako literaturę rozrywkową. Być może właśnie to było intencją autora.


W piekle eboli

(Gambia, Senegal, Gwinea Bissau, Gwinea, Sierra Leone, Liberia)
Ranking: **
Autor: Biedzki Tadeusz
Język: polski
Okładka

Ebola. Piekło. Pierwsza w świecie książka o przerażającej wyprawie do krajów zarazy. Czy już się państwo nabrali? Jeśli nie, warto przewertować kartki: zdjęcia udekorowane motywem rozmazanej krwi, trupy na ulicach. Jest rok 2014, środek epidemii Eboli w Afryce Zachodniej.
Książka rozczarowuje. Piekielna atmosfera zgrozy mimo wysiłków autora ulatnia się po pierwszych trzech rozdziałach. „W piekle eboli” (sic!) to książka-relacja z podróży, jakich pełno w księgarniach i gdyby nie wirusowe tło nie wyróżniałaby się niczym. Tadeusz Biedzki wraz z małżonką przemierza trasę z Gambii do Gwinei - trochę jest tu podróżniczej opowieści, trochę informacji o Eboli, trochę o tym, co było w restauracji na talerzu. Nie zabrakło również charakterystycznych dla klasyki gatunku uogólnień rozciągających się na całą Afrykę. Autor zapewnia między innymi, że: „Afryka jak długa i szeroka karmi się rybami”, „bez targowania w Afryce nie sprzeda ani nie kupi się niczego” oraz „nigdzie w świecie przejścia graniczne nie wyglądają tak, jak w Afryce”. Źródeł tej wiedzy autor nie podaje, a przydałyby się przy poważniejszych tematach, jak na przykład „Zgwałcone kobiety często przechodzą nad tym do porządku dziennego, obce im są traumy, które przeżywają kobiety Zachodu”.
Chciałbym pochwalić książkę za zdjęcia, których jest dużo, lecz i tutaj przychodzi mi to z trudem. Poza autorskimi zdjęciami książka jest ilustrowana fotografiami z innych źródeł, w tym np. zakrwawionej ofiary przemocy, która ma zdaje się pokazywać ofiarę Eboli. Bardzo przeciętna książka z bardzo mylącym tytułem.


Meroe

(Sudan)
Ranking: **
Autor: Shinnie Peter L.
Język: polski
Okładka

Podróżujący przez Sudan bez wątpienia znają nazwę Meroe, która jest dla Sudanu tym, czym dla Egiptu są piramidy w Gizie. Ruiny starożytnego miasta Meroe, stolicy królestwa Kusz, leżą około 250 km na północ od Chartumu, w historycznej krainie Nubii. Niewielkiego formatu książeczka Petera L. Shinnie jest monografią cywilizacji meroickiej, a więc nie tylko tego jednego miejsca ale większego obszaru, rozciągającego się wzdłuż Nilu pomiędzy Abu Simbel w Egipcie a Chartumem.
Książka została napisana w 1967 roku, zatem przedstawia stan wiedzy aktualny na tamte czasy, który do tej pory został uzupełniony nowymi odkryciami. Nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, ale wydaje mi się, że różnice te nie są na tyle istotne, by zupełnie zdyskredytować wartość tej książki. Naukowy, systematyczny charakter opracowania może zniechęcić przypadkowego czytelnika, jednak wybierający się do północnego Sudanu powinni potraktować tą pozycję jako propozycję lektury uzupełniającej - pomijając tabele z meroickimi władcami i dynastiami, „Meroe” jest bogata w ilustracje, rysunki, zdjęcia i schematy, które mogą być ciekawe w konfrontacji z rzeczywistością.


Pokażcie mi testament Adama

(Afryka ogólnie)
Ranking: **
Autor: Herrmann Paul
Język: polski
Okładka

Wydana w dwóch tomach książka opowiada o dziejach odkrywania świata przez cywilizację zachodnią. Jest to zatem eurocentryczny punkt widzenia świata, w którym Ameryka została odkryta dopiero w XV wieku, chociaż była ona zamieszkała od dziesiątek tysięcy lat.
Z naszego punktu widzenia możemy zupełnie pominąć tom pierwszy, w którym znajdują się rozdziały o odkrywaniu Nowego Świata. Dopiero w drugim tomie, w dwóch obszernych rozdziałach Paul Herrmann opisuje odkrycia związane z Afryką. W pierwszym, zatytułowanym „Kuszenie pustyni” autor opisuje eksploracje terenów pomiędzy Morzem Śródziemnym a Sahelem (bez Nilu, którego bieg na tym odcinku był znany). Jest tu trochę o próbach penetracji Afryki przez starożytnych Egipcjan, są wyprawy Friedricha Conrada Hornemanna do Egiptu i Fezzanu, jest Mungo Park, Heinrich Barth, Gustav Nachtigal i inni. Drugi rozdział - „Kraj lasów i wód” należy przede wszystkim do duetu Davida Livingstona i Henriego Mortona Stanleya. Wszystkie historie zostały nieco sfabularyzowane i jak mi się wydaje nieco podkolorowane, bez szkody jednak dla opowieści.
Ostatnie akapity książki czytane dzisiaj to swoisty świat równoległy - Paul Herrmann pisze o niebywałym rozwoju Afryki i dobrobycie Kongijczyków w nowoczesnym państwie. Cóż, było to ponad pół wieku temu - książka powstała w 1956 roku.


Porucznik w Algierii

(Algieria)
Ranking: **
Autor: Servan-Schreiber J.J.
Język: polski
Okładka

W latach 1954-1962, w ostatnim akcie francuskiej kolonizacji, Algierią wstrząsnął konflikt, w którym francuscy żołnierze bronili swojej obecności. Była to walka regularnej armii z ledwo zorganizowaną partyzantką. J.J. Servan-Schreiber, dziennikarz-założyciel magazynu L'Express, zostaje w tym czasie zmobilizowany do francuskiej armii i uczestniczy w tej wojnie jako tytułowy porucznik. Przy okazji powstaje książka „Porucznik w Algierii”. Jak sam autor zaznacza, opisane w niej osoby, miejsca i wydarzenia zostały częściowo zmodyfikowane ze względu na charakter opowieści.
„Porucznik w Algierii” bezpośrednio uderza w francuski aparat represji i politykę kolonialną. Stąd zapewne modyfikacje rzeczywistości, chroniące tych, którym książka mogłaby zaszkodzić - ponieważ była ona wydana zaraz po powrocie Servan-Schreibera z Algierii.
Obraną przez autora metodę przekazu trawię z trudnością - krytykę poczynań Francji wkłada on w usta bohaterów książki w sposób niewiarygodny. Długie monologi i rozprawy na ten temat nie przystają do realiów wojskowych koszarów, nawet w oficerskim biurze. Prowadzone, często ze względu na charakter, w cztery oczy rozmowy nie polegają przecież na wysłuchiwaniu znanych zapewne i tak autorowi rozwlekłych poglądów drugiej strony. Mam podejrzenia, że używając tej sztuczki Servan-Schreiber chciał przedstawić przede wszystkim swój punkt widzenia. Z tego względu traktuję tą książkę jako manifest polityczny, narzędzie służące politykom do osiągania swoich celów.


^^^
<<< strona 1 z 54 >>>