Ignacy Krasicki kojarzy nam się z autorem bajek z XVIII wieku. Tymczasem autor tej książki napisał ją pod koniec lat 70-tych ubiegłego stulecia. Ignacy Krasicki był korespondentem „Trybuny Ludu” (gazeta propagandowa PZPR wydawana w czasach Polski Ludowej), którego gazeta wysyłała między innymi do krajów Afryki Północnej.
Tytułowe burze to metafora przemian politycznych, jakie zachodziły na obszarze Sahary w XIX wieku. Książka jest wyraźnie zabarwiona retoryką partyjną czasów komunistycznych. Przeobrażenia polityczne pokazane przez pryzmat socjalizmu dopełniają prognozy planów dziesięcioletnich, dzięki którym Saharę przecinać będzie gęsta sieć dróg, pełno będzie nań wody a kombinaty będą kipieć działalnością produkcyjną.
Ignacy Krasicki poszedł w ślady swojego wielkiego przodka, po którym odziedziczył nazwisko i pisanie bajek. Bajki młodszego Krasickiego już się jednak przeterminowały.
Dariusz Rosiak, dziennikarz radiowej Trójki, przez pięć tygodni 2008 roku podróżował po Afryce w ramach projektu „Trójka przekracza granice”. Książka jest jednym z owoców tej podróży. Krótki tekst z tyłu okładki zachęca do poznania Afryki z dala od wydeptanych przez podróżników ścieżek, Afryki nie przystającej do nieprzychylnego wizerunku wykreowanego przez media. Czyżby więc byłaby to jedna z nielicznych książek nie epatująca grozą i przybliżającą Afrykę czytelnikowi taką, jak jest?
„Żar” w trzynastu odsłonach (każdy rozdział dotyczy innego kraju Afryki) przedstawia Afrykę poprzez spotkanie z człowiekiem, obserwacje i teksty oparte na innych źródłach. Informacje te są nieco zdawkowe, ubrane w formę krótkich, najwyżej kilkustronicowych tekstów. „Żar” to kolaż reportażu, wywiadu i felietonu.
Książkę czyta się świetnie. Niestety autorowi nie udało się uciec od powszechnie panującej barwy książek o tej tematyce - wbrew informacjom z okładki, Afryka przedstawiana przez Rosiaka jest raczej miejscem ponurym, tragicznym i bez przyszłości. W kilku miejscach autor wpadł również w pułapkę mitów, powielając powszechne, choć moim zdaniem nieprawdziwe poglądy (np. na stronie 194 przytacza taką opinię: „W Afryce nigdy nie należy okazywać gniewu ani zniecierpliwienia, bo takie zachowanie to najpewniejsza droga do utraty szacunku”).
Niezła książka, po której przeczytaniu warto się zastanowić, czy w istocie Afryka taka nie jest.
Maurice Patry w wieku dwudziestu lat wyjeżdża z Francji na trzyletni kontrakt do Gabonu, gdzie pracuje wśród leśników. Tutaj rodzi się pomysł przepłynięcia Afryki kajakiem - z Gabonu do wybrzeży Oceanu Indyjskiego po wschodniej stronie kontynentu. Pomysłem zapala przyjaciela, z którym 1 października 1951 roku, wypływa z Port Gentil, by zmierzyć się z przygodą.
Książka dokumentuje tą podróż, z punktu widzenia dwóch żądnych przygód, młodych ludzi. Bohaterowie płyną rzekami Sangha i Ubangi, transportują kajaki lądem, przemierzają Jezioro Tanganika by zakończyć podróż w Mozambiku. Podróż trwa ponad rok i obfituje w ciekawe spotkania i zdarzenia. Głównym wątkiem jest jednak sama podróż, zmaganie się ze swoimi słabościami i kaprysami przyrody. „Kajakiem przez Afrykę” to książka, której blisko jest do dziennika podróży. Maurice Patry nie wylicza jednak zdarzeń dzień po dniu, lecz opisuje poszczególne etapy wędrówki przez Afrykę. Czyni to z lekkością pióra i nie pusząc się jak celebryta. Orzeźwiająca lektura, którą warto zabrać z sobą do plecaka.
Arkady Fiedler w kolejnej swojej książce zabiera nas na Madagaskar. W kilkudziesięciu esejach opowiada o podróży na tą wyspę, którą odbył w latach 1965-1966 (do 1960 roku Madagaskar był francuską kolonią). Książka podzielona jest na cztery części, które opisują cztery odwiedzone przez autora podczas tej podróży regiony: Mahajanga, Antananarywa, Morondava i Ampanihy.
Przekrój, poruszanych przez Fiedlera tematów, jest spory - historia Madagaskaru, opisy spotkanych po drodze ludzi, miejsc, zwierząt. Niestety autor czyni to powierzchownie, miejscami miałem wręcz wrażenie, że jest to zwykłe „lanie wody”, pisarstwo z gatunku „tu byłem, to widziałem” z domieszką cytatów z historii. Trudno sobie wyobrazić, by ten rodzaj literatury mógł sobie w dzisiejszych czasach zdobyć szersze grono zwolenników.
Na zakończenie warto wyjaśnić, skąd ten „okrutny” tytuł. W rzeczy samej nie do końca autor to nam wyjaśnia. Być może chodzi tu o konfrontację oczekiwań z rzeczywistością tych, którzy wyspę chcieli zdobyć. Być może był to też chwyt marketingowy.
Pierwszy tom „powieści o archeologii”, w którym Ceram przedstawia sylwetki słynnych odkrywców i historię ich największych odkryć. Z Afrykańskiego punktu widzenia w pierwszym tomie interesująca jest tylko druga część - „Księga piramid”. Pierwsza część - „Księga posągów”, poświęcona jest odkryciu Troi i kilku wykopaliskom na terenie Grecji. Tom drugi (w tym przypadku wydany w odrębnej książce) zawiera odkrycia z terenów Bliskiego Wschodu i Mezoameryki.
„Księga piramid” opisuje przede wszystkim historię rozszyfrowania hieroglifów egipskich przez Champolliona oraz odkrycia grobowca Tutanchamona przez Cartera i Carnarvona. W obu przypadkach autor przedstawia odkrywców zaczynając od lat ich młodości, poprzez drogę prowadzącą ich do Egiptu aż do efektów ich pracy jako archeologów.
Ceram we wstępie zaznacza, że jego celem nie było napisanie suchej treści archeologicznej, lecz raczej zaproponowanie szerszemu gronu odbiorców literatury popularnonaukowej, która w przystępny sposób opowie o archeologii. Wydaje mi się, że Ceram osiągnął cel. Książka jest dobrym wstępem do archeologii, którą jeśli ktoś chce - zgłębi sięgając do opracowań naukowych. Jest to też niezła lektura.