Na południe od Maroko 2003

Informacje praktyczne

Wstęp
Pogoda
Język
Wizy
Pieniądze
Komunikacja
Zagrożenia
Hotele
Jedzenie i zakupy

Trasa

Nouâdhibou
Atar
Chinguetti i Ouadâne
Nawakszut
Z Timbedgha do Mali

Późniejsza podróż do Mauretanii: Mauretania 2019


Wstęp

Informacje pochodzą z września 2003 roku.
Niemal całą powierzchnię Mauretanii, która jest trzykrotnie większa od powierzchni Polski, pokrywają piaski Sahary. Jest to kraj trudny do podróżowania. Komunikacja publiczna ogranicza się, bowiem do niewygodnych pikapów i furgonetek a lokalna kuchnia jest mniej warta niż zawarte w niej kalorie.
Mauretania leży w tej samej strefie czasowej, co Maroko (minus 2 godziny w stosunku do Polski).

Pogoda

Mauretania jesienią to gorący wiatr z pustyni za dnia, chłodne wieczory i burze na horyzoncie. Suche, gorące powietrze najbardziej daje się we znaki podczas podróżowania otwartymi formami transportu (np. pikapem), łatwo jest wtedy przegrzać organizm.
Deszcze padają stosunkowo często, nawet na pustyni widać było ślady świeżych opadów. Nigdy jednak deszcz nie jest na tyle długotrwały, by znacząco utrudnić podróż. Podczas naszej wizyty padało dwa razy: w Atar nawałnica (ponoć pierwsza od sześciu lat) z piorunami i wichurą zdemolowała kilka blaszanek i wysadziła zasilanie w całym mieście; innym razem, na południu, w nocy spadł mały deszczyk. Na skutek pory deszczowej, krajobraz południa jest zaskakująco zielony.

Język

Jedynym językiem obcym, jakim się wydają władać Maurowie jest francuski. Równie kiepsko jest na prowincji, jak i w Nawakszut oraz "turystycznym" Atar. Jedyne okazje do konwersacji po angielsku mieliśmy podczas kontaktów z południowcami, mającymi korzenie w innych krajach regionu.
Naturalnym językiem Maurów jest Hassaniya - archaiczna forma arabskiego. Przyda się więc znajomość kilku arabskich zwrotów.

Wizy

By wjechać do Mauretanii potrzebna jest wiza (najłatwiej ją zdobyć w Rabacie). W praktyce, czasami możliwe jest również uzyskanie jej na granicy lądowej z Saharą Zachodnią oraz na lotnisku w Nawakszut. Więcej na temat uzyskania mauretańskiej wizy w Rabacie można przeczytać w części dotyczącej Maroka.

Pieniądze

200 Ouguiya Walutą Maurów jest Ouguiya (czytaj Ugija) - dalej MRO. Najbardziej charakterystyczną i irytującą cechą Ouguiya jest różnica w kursie oficjalnym i czarnorynkowym. Idąc za radą Lonely Planet, który radzi wstrzymanie się z wymianą większych sum do Nawakszut wyjdzie się jak Zabłocki na mydle. Nie jest to po prostu prawdą.
Najlepszy kurs (czarnorynkowy oczywiście, bo w banku jest wszędzie taki sam - 275 MRO za 1 EUR i 250 MRO za 1 USD) jest w Nouâdhibou. Za jednego USD można tam dostać 325, za Euro 330 MRO. W biurach wymiany, gdzie otrzymuje się oficjalny kwitek, za jedno Euro po targowaniu otrzymaliśmy 300 MRO. Czarny rynek funkcjonuje dosyć sprawnie, pieniądze można wymienić niemal w każdym sklepie.
W całym kraju nie ma bankomatów.

Komunikacja

W Mauretanii nie ma komunikacji publicznej w sensie rozumianym przez Europejczyka (oprócz regularnego pociągu z Nouâdhibou do Zouérat, o którym piszę dalej, w części o Nouâdhibou). Autobusy międzymiastowe nie istnieją, ich miejsce zajmują uzurpujące do miana "minibusów" wehikuły, terenówki i pikapy. Żaden z tych pojazdów nie jest wygodny i tylko w pewnym zakresie przewidywalny.
Ceny paliw: benzyna 144, olej napędowy 118 MRO.

Internet. Dostęp do sieci jest w Nouâdhibou, Atar i Nawakszut. Godzina dosyć dobrego połączenia kosztuje 200 MRO.

Zagrożenia

Prawdopodobnie cała długość granicy z Saharą Zachodnią jest zaminowana. Przejazd głównymi szlakami jest bezpieczny, ale skok w bok może się okazać również skokiem w górę. Dotyczy to również szlaku wzdłuż torów kolejowych, z Nouâdhibou do Choûm, gdzie tylko po południowej stronie torów jest bezpiecznie.
Potencjalnie niebezpieczny jest również klimat, zwłaszcza w połączeniu z długimi dystansami. Podróżując otwartymi środkami lokomocji dobrze jest pójść w ślady Maurów, zakrywając szczelnie całe ciało. Należy również przedsięwziąć odpowiednie środki profilaktyki malarii (więcej o tej chorobie w dziale Malaria).
Mauretania nie jest najstabilniejszym krajem regionu. Przykładem jest próba zamachu stanu z czerwca 2003 roku - przez tydzień nie było wiadomo dokładnie co się dzieje a granica z Saharą Zachodnią była zamknięta. Przed planowaną podróżą warto zapoznać się z bieżącą sytuacją polityczną. Najświeższe informacje z Afryki publikuję na tej stronie, w dziale Wiadomości.
Zagrożeniem dla budżetu są nieliczni sklepikarze na widok turysty zawyżający ceny.

Hotele

Prawdziwe pokoje hotelowe dostępne są tylko w większych miastach. Najtańsze z nich bywają pozbawione wentylatora, inne go wprawdzie posiadają, ale jest on mało efektywny. Generalnie problemem jest temperatura i czasami dobrym pomysłem jest przeniesienie materaca na korytarz lub pozostawienie otwartych drzwi. Dodatkowo doskwiera nie dająca ochłody, ciepła woda pod prysznicem.
Na południu, przemierzając większe dystanse, dogodnym miejscem na nocleg są przydrożne wiaty. Tutaj podróżni zatrzymują się na nocleg i posiłek. Czasami, kierowcy zatrzymują się gdzieś na pustyni i noc spędza się wprost na piasku, z dala od ludzkich osad.

Jedzenie i zakupy

Kozi delikates Specyfikę kulinarną miejscowej kuchni da się opisać jednym słowem - kozy. Poza stolicą i nielicznymi lokalami prowadzonymi przez południowców, Maurowie zdają się spożywać wyłącznie kozy, w sosie własnym i bez przypraw, nawet bez soli. Są więc kozy z rusztu, gotowane, kozie trzewia na patyczkach, kozi makaron, ryż i spaghetti. Wszystko smakuje identycznie i tak samo źle.
Alternatywą dla marnej kuchni Maurów są wyszynki prowadzone przez Senegalczyków lub innych ludzi z południa. Tutaj można znaleźć godziwie przyprawione posiłki, w tym typowe dla Zachodniej Afryki omlety na śniadanie oraz półmiski pełne ryżu z sosem.

Nouâdhibou

(czyt. Nuładibu). Miasteczko leży na długim na ponad 50 km cyplu. Półwysep jest podzielony wzdłuż - od strony Atlantyku jest to nadal Sahara Zachodnia, Mauretania jest od strony zatoki Baie du Lévrier.
Na przystanku do ChôumGłówna ulica - Boulevard Médian, jest zarazem główną osią miasta. Przy niej mieszczą się banki, punkty wymiany walut oraz parę kafejek internetowych. Idąc z centrum na wschód trafia się w okolice portu, gdzie kutry lawirują pomiędzy na wpół zatopionymi wrakami a rybacy oporządzają sieci.
Na kempingu spotkaliśmy Holendrów, którzy jadąc z Sahary Zachodniej zgubili drogę i wjechali do Mauretanii z pominięciem jakichkolwiek posterunków granicznych. Formalności uregulowali szybko i bez problemów na posterunku sûreté, w centrum miasta. Wbrew temu, co pisze Lonely Planet, turyści indywidualni posiadający pieczątkę wjazdową z granicy, nie podlegają obowiązkowi rejestracji tamże.

Atar

Stolica regionu Adrar, wizytówki turystycznej Mauretanii. Miasto jest bazą wypadową do pobliskich oaz oraz ciekawych wzgórz o charakterze pustynnym. Dla tych, którzy widzieli już Air w Nigrze lub Hoggar w Algierii, może być to jednak rozczarowanie, gdyż krajobrazy są mniej dramatyczne a dostęp do nich łatwiejszy. Samo Atar zaś to niewielkie, płaskie i ospałe miasto niespecjalnej urody.
MaurJadąc od strony Chôum, ostatnie kilkanaście kilometrów przed Atar przekracza się niewielką, ale spektakularną przełęcz. Na rogatkach jest jeden niegroźny czekpoint.
Orientacja w mieście nie jest trudna, przeszkodą może być tylko parterowa zabudowa oraz myląca mapka w Lonely Planet, na której zaznaczone jest jedno rondo w centrum, podczas gdy w rzeczywistości jest ich więcej. Miejscowy kurs wymiany walut na czarnym rynku różni się od oficjalnego tylko o 20 MRO - 270 za 1 USD i 300 MRO za Euro (pytać w sklepikach przy Route de Chinguetti).

Chinguetti i Ouadâne

(czyt. Czingeti, Ładan). Po kilku kilometrach płaskiej drogi za Atar, zaczyna się pasmo wzgórz, przez które wiodą dwie drogi. Łatwiejsza, którą jechaliśmy jest stosunkowo nowa przełęcz New Pass, wijąca się asfaltem pod górę, na końcu której znajduje się jedyny czekpoint na całej trasie. Druga droga - Amogar Pass - jest bardziej spektakularna, ale po otwarciu New Pass jeżdżą tamtędy tylko europejscy turyści.
Po wyjechaniu z przełęczy na wyżynę, górzysty krajobraz się kończy, dalsza droga wiedzie już tylko na przestrzał nudną, kamienistą pustynią.
ChinguettiPo 80 kilometrach, obok lotniska (aby je dostrzec trzeba podejść na odległość 10 metrów, jest to bowiem tylko asfaltowy pas startowy i niewielki znak) droga się rozwidla, jadąc w prawo i przejechaniu jeszcze kilku kilometrów znajdujemy się w Chinguetti, siódmym najświętszym mieście Islamu. Oaza podzielona jest na dwie części szerokim wadi (okresowy potok), który podczas naszej wizyty był wypełniony wodą. Część północna, gdzie kończy się droga z Atar jest większa, tutaj są małe sklepiki i szanse na znalezienie noclegu. Po południowej stronie wznosi się charakterystyczna wieża ciśnień z widocznym śladem po nieudanym ataku granatnikiem, tutaj też znajdują się słynne biblioteki. Biblioteki te skrywają stare arabskie manuskrypty, za dnia są jednakże zamknięte - otwierają dopiero po 17. Oaza otoczona jest od południa diunami, po krótkim spacerze można znaleźć się na ich szczycie mierząc wzrokiem ocean piachu.
Kontynuując drogą z rozwidlenia przed lotniskiem przez kolejne 100 km na wschód, docieramy do Ouadâne. Skały starego miasta Ksar el Kiali widać już z daleka. Za zwiedzanie starego miasta miejscowi chłopcy inkasują po 500 MRO (oficjalnie, bilety wprowadziła Amerykanka, przebywająca tutaj od jakiegoś czasu, animatorka turystyki). Kamienne miasto położone jest na skalistym wzgórzu, nadającym specyficzny charakter miejsca. Obiad zjedliśmy u przyjaciela kierowcy (więcej...).
Wracając, zamierzaliśmy spędzić noc pod gołym niebem w okolicy Amogar Pass, ale silny, wzniecający tumany pyłu wiatr w połączeniu z burzową chmurą na horyzoncie i niechęcią kierowcy zmusiła nas do wycofania się do Chinguetti. Tutaj spędziliśmy noc pod gołym niebem (deszczu jednak nie było), korzystając z gościny przyjaciela kierowcy i jego przyjaciółek (więcej...).
Drugi dzień poświęciliśmy na powrót do Atar. Po drodze zjechaliśmy trochę w bok drogą prowadzącą do Amogar Pass. Widok ze skraju wejścia do przełęczy jest imponujący, przejazd nawet tą drogą nie powinien zająć więcej niż dwie godziny, potem pozostaje już tylko płaska równina. W Atar byliśmy przed południem.

Nawakszut

(nazwa spolszczona, właściwie - Nouakchott). Stolica Mauretanii posiada typowy dla miast pustyni charakter. Nawet w centrum, pomiędzy kilkupiętrowymi budynkami da się wyczuć jej obecność a w zakamarkach i zaułkach zalega piasek. Nawakszut nie jest jednak na tyle ciekawym miejscem, by zostać tutaj na dłużej, niż wymagają tego niezbędne formalności.
Większość sklepików, knajp, kafejek internetowych i kantorów otwartych jest tylko rano i późnym popołudniem. Między godziną 12 a 16, centrum miasta jest spowite letargiem, w tym czasie interesy można załatwić jedynie na bazarze. Kurs wymiany walut w biurach w centrum, wynosił maksymalnie 272 MRO za Dolara i 282 MRO za Euro, na bazarze o 10-20 MRO więcej.

Z Timbedgha do Mali

Timbedgha to mała, skupiona wzdłuż jednej ulicy miejscowość, wystarczy odejść dwieście metrów w bok, by znaleźć się na pustyni. Z placu, na którym zatrzymują się wszystkie pojazdy komunikacji publicznej, do centrum miasteczka jest około 5 kilometrów (idąc z placu, w prawo asfaltem). Tam też można zaopatrzyć się w podstawowe artykuły spożywcze, w tym wodę (była tylko importowana, 200 MRO za 0.5L). Lichy sklepik jest też zaraz przy zjeździe z asfaltu na plac gare routiere.
Na posterunku policji w środku miasta, nie udało mi się uzyskać stempli poświadczających wyjazd z Mauretanii. Urzędnicy machnęli ręką radząc bym się tym nie przejmował. Po drodze do Nary nie ma już żadnych punktów kontrolnych (również malijskich), więc obyło się bez biurokracji. Deklaracji walutowych również nikt nie sprawdzał (na tą okazję mieliśmy przygotowane oficjalne kwitki wymiany 10 USD, podrasowane do 100 USD). Być może jest to również dobra droga wydostania się z Mauretanii po nielegalnej sprzedaży auta.
Sahara Zachodnia
Mali
© Janusz Tichoniuk 2001-2024